Obudził mnie dźwięk budzika.
Dzisiaj, zgodnie z planem mamy zostać podzieleni na grupy i wyruszyć w głąb lasu.
Ledwie otworzyłam oczy, a z drugiego krańca pokoju usłyszałam jęk Jessicy. Uśmiechnęłam się, przeciągając zbolałe plecy.
- To nie jest dla mnie wstawać o piątej rano.- Mruknęła przekręcając się na łóżku.- Zupełnie tak, jakby nie mogli zrobić zbiórki o 11stej.
- Nie oszukuj się, o tej godzinie też byś nie wstała.
Jess tylko zaśmiała się dalej zakopana w kołdrze.
Ja natomiast dzielnie wstałam, zebrałam przygotowane wcześniej kosmetyki i poszłam do łazienki.
Kiedy woda powoli zajmowała wannę, ja zaspana stałam przy lustrze. Podeszłam do okna.
Widać było plac, na którym już kręciło się kilkanaście osób. Pośród zgromadzonych rozpoznałam Michaela, który rozmawiał z grupką mężczyzn.
Michael to starszy opiekun, z tego co wiem w tym roku był na specjalnym kursie, dzięki któremu może legalnie wyruszać jako przewodnik z grupą podopiecznych.
Chłopak miał może dwadzieścia pięć lat, a już został najlepszym z opiekunów. Miałam nadzieję, że trafię do jego grupy. Dobrze się znamy i w ubiegłym roku pokazał mi mapę lasu, na których jego częściach odbywają się obozy dla poszczególnych grup wiekowych.
Było bowiem tak, że wszyscy uczestnicy oprócz dzielenia na małe grupki po pięć, sześć osób zostają podzieleni na młodzież, dzieci i dorośli. Dzieci zostają prowadzone tylko na polany i dróżki oznakowane, o kilka lat starszym kolegom pozwala się podróżować według szlaku wytyczonego przez organizatorów. A dorosłym daje się większy wybór możliwości, z którym nikt nas nie zapoznaje.
- Alice, możesz już wyjść? Jest mi niedobrze.- Zawołała Jess zza drzwi kiedy się malowałam.
Najszybciej zebrałam tusz do rzęs i wyszłam z łazienki.
Jak tylko drzwi się otworzyły Jessica wpadła i zaczęła wymiotować.
Nie wiedząc co zrobić podbiegłam do niej i odgarnęłam z twarz kosmyki jasnych włosów. Zatroskana patrzyłam jak się męczy, po czym podałam jej ręcznik.
- Co się stało?- Zapytałam, ale wymioty powróciły.
Kiedy tylko wszystko odeszło spojrzałam na jej bladą twarz i krople potu na czole. Oczy jej zsiniały, a ciało bezładnie oparte o krawędź muszli klozetowej. Uścisnęłam jej dłoń, żeby dodać otuchy i sobie i przyjaciółce, ale przeraziło mnie zimno skóry.
Zachodziłam w głowę jak to możliwe, że w jednej chwili sobie leniuchowała na łóżku zadowolona, a w drugiej na wpół leżała dysząc ze zmęczenia w łazience.
- Może kogoś do Ciebie zawołam?- Zapytałam starając się, żeby mój głos zabrzmiał bardzo delikatnie.
Przez chwilę widziałam jak próbuje wydobyć z siebie jakiś dźwięk, ale zrobiła się zbyt ciężka. W końcu tylko pokiwała głową dając mi znak, że się zgadza.
Po kilku minutach znalazłam w przedpokoju Panią Judy- organizator całego obozu. Patrzyłam jak zabiera z podłogi ledwie żywą Jessicę. Każdego traktowała z taką samą troską, w sumie większość osób, których jej nie zna zastanawiają się dlaczego taka serdeczna pani w średnim wieku nie ma dzieci.
Wszystko to stało się dlatego, że ciocia Judy bardzo kocha dzieci, ale jest osobą nader wierzącą. A religia, którą praktykuje nie pozwala jej mieć dzieci. Jestem przekonana, że wiele razy płakała po nocach zanim razem z mężem stworzyli obóz. Teraz na pewno sprawia jej to szczęście, ale to tylko ulotne chwile, bo przecież po wakacjach wszyscy wyjeżdżają.
Niektórzy mówią też, że jej mąż jest za tym, aby nie posiadać potomstwa. Nie umiem sobie wyobrazić jak musiała cierpieć, kiedy i przekonanie i mąż nie pozwalały jej zostać matką.
Przez chwilę trwałam tak w swoich myślach i zadawałam sobie pytanie ile ja bym była w stanie zrobić tylko dla samej wiary. Jak mocno można w coś wierzyć.
Staliśmy na zbiórce. Słońce oświecało plac, na którym zgromadziło się jakieś czterdzieści osób.
W końcu podeszli do nas ciocia Judy z wujkiem Richardem.
- Dzień Dobry wszystkim, mam nadzieję, że jesteście wyspani.- Obdarzyła nas szczerym uśmiechem.- Zostaniecie podzieleni na grupę A i grupę B. W grupie pierwszej zostaniecie podzieleni na cztery mniejsze jednostki, a w B zostaniecie podzieleni na większe.
- Ja wyczytam na początek grupę A i jej mniejsze zbiory. Zespół pierwszy...- Czytał Richard, mój wzrok powędrował wysoko na okna domków wokoło.
Zamyślona wpatrywałam się w odnowione ściany i pomyślałam, że chciałabym właśnie tutaj spędzić lato. Nie w głębi lasu, chociaż i ten obóz mieścił się daleko od drogi głównej. To miejsce budziło poczucie bezpieczeństwa. Ci, którzy nie mogą wyruszać z nami szlakiem łowią sobie ryby w rzece, która przepływa kilka minut drogi stąd.
- ... Grupa czwarta: Alice Jones, Marry Hayes, Carol Cerver, Lowell Grant, przewodnicy: Michael, Elize. Kierunek: południowy-zachód...- Już czytał kolejną grupę, w której była Jessica i Aleksandra.
W sumie nie zdziwiło mnie, że trafiłam z Lowell'em do jednego zbioru. Brałam to pod możliwość.
- Grupa A wyrusza już jutro, w budynku numer dwa na gablotce wisi rozpiska co musicie ze sobą zabrać. Wszelką żywność i wodę oczywiście sami was zaopatrzymy, ale miło widziane będzie jeśli zrobicie sobie na drogę śniadanie i najlepiej podwieczorek. Zbiórkę uzgadniacie teraz razem z przewodnikami. Przejdźmy do grupy B...
Michael zwołał naradę dla naszej części, więc wszyscy, którzy w niej byli podeszli.
- Jestem Michael, wcześniej z Elize uzgodniliśmy, że wyruszymy o godzinie dziewiątej rano. O godzinie ósmej trzydzieści pięć spotkamy się w kuchni, gdzie Lowell i ... yyhm?
- Carol.
- Gdzie Carol i Lowell zrobią dla całej grupy zapasy kanapek. Czy wszyscy zrozumieli i się zgadzają?- Zapytał, ale nie usłyszał słowa sprzeciwu, więc kontynuował.- Widzę, że mamy dwie nowe osoby, może się przedstawicie? A jutro poznamy się lepiej?- Zachęcił.
Muszę zaznaczyć, że dziewczyna, którą widziałam wtedy siedząc na ławce razem z Carolem dołączyła do naszej grupy. Przedstawiła się jako Marry, miałam ochotę z nią zamienić kilka zdań, ale zostaliśmy wezwani aby zapoznać się ze wszystkimi rzeczami, które trzeba spakować. I przez to nie zdążyłam.
Wieczorem zobaczyłam się dopiero z Jessicą, na ognisku.
- Jeejku, ale masz szczęście!- Zapiszczała z podniecenia.
- O czym mówisz?
- A z kim trafiłaś do zespołu, panienko?- Zaczęła nie mogąc opanować swojego podekscytowania.
- No z Carolem.- Odpowiedziałam i zaśmiałam się.
- Fajnie, co?
- Tak, ale trafiłam również ze swoim byłym i z dziewczyną, która mnie przeraża.
- Mówisz o Lowellu.
- Skąd wiesz?- Zapytałam.
- Wiesz, Aleksa i jakiś inny typek ciągle o tym rozmawiali.
Zmarszczyłam brwi.
Powinnam była się domyślić, że Hector zacznie rozpowiadać o ich związku różne historie. Teraz jednak byłam bezbronna, w sumie to nawet nie miałam się przed czym bronić.
----
Ostatnio posty jak piszę, to są to rozdziały opowiadania o Alice albo jakieś inspiracje. Chciałabym Was czymś zaskoczyć i może w najbliższej przyszłości tak też się stanie.
Na razie trochę za dużo czytałam książek w bardzo krótkim czasie i nie zdążyłam każdej powoli sobie uporządkować w głowie. Tak też mogę mieć trochę roztargnione myśli w powyższym tekście.
Niedługo szkoła! :) Mam nadzieję, że ta myśl nie przyprawia Was o zawrót głowy. Czasu coraz mniej, więc trzeba się spieszyć. Życzę Wam szczęścia na ten rok szkolny, bo coś czuję, że mi również się przyda.
I trochę cytat wyrwany z pewnego teledysku:
" Pieniądze nie spadną z nieba, więc jakie <<Bóg zapłać>>?"
Trochę dzisiaj było o wierze, więc zostawiam Was z tymi przemyśleniami i życzę Dobrej Nocy. :))
I Miłego dnia :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz