Sen przyniósł ulgę tylko na chwilę, kiedy się obudziłam był już świt. Wciąż czułam niepokój, ale całe szczęście nie bałam się tak jak w nocy.
Śniły mi się koszmary, długie, bez końca. Śnili mi się ludzie bez głów albo ze zniekształconymi kończynami lub nawet bez nich. Dzieci biegały dookoła, część postaci trzymała w dłoniach łopaty i zakopywali kogoś żywcem.
Przez moje ciało przebiegły dreszcze niczym tysiące mrówek, a potem nastąpiło znane mi odrętwienie.
Właśnie to jest mój największy lęk, pogrzebanie żywcem - Tafefobia. Miało to początek w ubiegłym roku, na obozie.
Pewnej nocy Lowell zabrał mnie w głąb lasu. Była to jego noc stania na straży gdy wszyscy spali, więc nikt nie mógł nas widzieć gdzie idziemy. Powiedział do mnie, że pokaże mi coś fajnego.
Teraz z biegiem czasu myślę jak bardzo go kochałam. Zrobiłabym dla niego wszystko.
Pamiętam doskonale tamto miejsce, stała tam taka ławeczka, a jakieś trzydzieści metrów dalej znajdowała się opuszczona hala. Tamtej nocy weszliśmy tam, rozplątując łańcuchy, druty i zdejmując kłódki. Wtedy myślałam, że poszliśmy tam przez przypadek. Teraz wiem, nigdzie nie znajdujemy się przypadkiem.
- Hej, tam ktoś jest- Wyszeptałam jak najciszej gdy znaleźliśmy się u progu wejścia.
Nie odpowiedział mi, od razu skierował się do człowieka, który siedział na krześle plecami do nas po drugiej stronie hali. Gdy podeszliśmy bliżej zauważyłam sznury, którymi został związany.
Spojrzałam z niepokojem na Lowella.
- Kto to jest?
Stanął na przeciwko chłopaka, który mógłby mieć wtedy o dwa lata mniej niż ja.
Po hali rozległ się odgłos kroków, miałam ochotę uciekać, ale odwaga i pewność siebie mojego chłopaka mnie zatrzymały. Chwilę później z mroku wyłoniła się sylwetka Jamesa - starszego brata Lowella.
- Składamy go dzisiaj? - Zapytał.
- Myślę, że tak. - Odpowiedział Lowell - Alice, zabierz tamtą torbę. Bardzo nam pomożesz dzisiaj.
- Co w niej jest?
- Zobaczysz jak dojdziemy na miejsce, które wybraliśmy dla tego chłopca. - Uśmiechnął się
- Co macie zamiar zrobić? - Pytałam sięgając po torbę.
Nie dostałam znowu odpowiedzi.
Sądziłam, że ratujemy tego chłopaka. Myślałam tylko o tym, że Lowell i James są niewinni i nie mogliby nikomu zrobić krzywdy.
Szliśmy kilka minut gdy trafiliśmy w miejsce gdzie ktoś wykopał głęboki dół pomiędzy drzewami.
Tymczasem chłopak zaczął się powoli wybudzać.
- Dlaczego nie zabierzemy go do obozu?
- Bo jest tu nielegalnie, mała. - Odezwał się James. - A jak ktoś znajduje się gdzieś nielegalnie to odsyła się go w jego miejsce.
Przez chwilę patrzyłam mu w oczy, gdzieś zauważyłam w nich złowrogi błysk. Coś podpowiedziało mi, że póki jesteśmy sami muszę przestrzegać nieustalonych reguł i być grzeczna.
- Gdzie więc jest jego miejsce? - Spytałam.
Przeszył mnie lodowatym wzrokiem po czym zepchnął chłopca w głęboki dół. Poczułam jak serce podchodzi mi do gardła.
Wzrokiem poszukałam mojego chłopaka, który stał obok z uśmiechem na twarzy i kanistrem benzyny w rękach.
Przeraziło mnie to co w nim zobaczyłam. Bałam się go teraz bardziej niż Jamesa, w głowie szumiał mi tylko cytat, który kiedyś gdzieś czytałam. "Przystawiasz pistolet do skroni, za spust ciągną najbliźsi". Nie było w nim już tego chłopaka, którego widziałam w nim jeszcze poprzedniego dnia.
Ktoś inny niż osoba, którą tak bardzo znałam i kochałam był tutaj, w tak koszmarnym miejscu, w głębi lasu, o zmroku i polewał dół w którym znajdowały się zwłoki człowieka. Kiedy słyszał płacz chłopca spod ziemi delektował się każdą nutą jego nieszczęścia. Widok jego twarzy gdy powoli zapalał zapałkę wyrażał głęboką satysfakcję z tego co właśnie robił.
Zapałka spadała jakby w zwolnionym tempie, być może dałabym radę jeszcze powstrzymać ją przed upadkiem. I właśnie za to siebie nienawidzę. Za swoją obojętność. Za brak reakcji. Za brak uczuć. Za egoizm.
Ziemia stanęła w błogich płomieniach, ogień zajął krzaki obok i przenosił się na młode drzewka. I nikt tak po prostu z tym nic nie robił.
***
Nagle z wspomnień wróciłam do swojego pokoju.
- Cześć Alice.- Przywitała się Jess.
Odpowiedziałam jej tym samym wciąż mając przed oczami obraz lasu i palenia zwłok. Czułam porażający smród.
Doszło do mnie jak żywe są moje wspomnienia w tym miejscu tak jak w każdym innym. W głowie pytałam siebie czy zawsze będzie mnie to prześladować.
----
Hej :)
Skończone pisać o godzinie 23:59 (y) :)
Miłego czytania :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz