(...)
- O czym myślałaś?- Zapytała Jess.
- O niczym. - Uśmiechnęłam się dbając aby zabrzmiało to jak najbardziej obojętnie.
Tak naprawdę rana w sercu bolała coraz bardziej razem z każdym jego uderzeniem. Wierciła dziury w kościach, rozrywała mięsień, każdy nerw, każdą żyłę, by w końcu rozerwać także skórę.
- Zastanawiam się czym było to nic.- Wstała z łóżka i podeszła do okna.- Miałam wrażenie, że po prostu mnie olewasz.
- Nawet się nie poznałyśmy, dlaczego miałabym cię olewać?
- Odpowiedziałaś dopiero po dziesięciu minutach wpatrując się otwartymi oczami w sufit. Bałam się, że coś Ci się stało, ale oddychałaś.
W duchu zaśmiałam się, myśląc o tym jakich ludzi przyciągam. Moja przyjaciółka, którą zostawiłam w Marion bardzo przypominała mi Jess.
- Tak właściwie, to powinnyśmy się bliżej poznać. Niedługo wyruszamy w głąb lasu i być morze trafimy do jednej grupy. - Uśmiechnęła się zdradzając, że bardzo by tego chciała. W sumie ja też, została jedną z osób, które dobrze kojarzą mi się z Detroit.
- Pewnie, ale może najpierw pójdziemy coś zjeść, co?- Odpowiedziałam wesoło.
Schodziłyśmy po drewnianych schodach na dół, budynek w środku był naprawdę piękny. Zdjęcia na jasnych ścianach pokazywały że zawsze było tu wiele radości. Przez głowę przemknęła mi myśl, czy ludziom kiedyś żyło się tutaj lepiej i przede wszystkim spokojniej.
Na dole nie kręciło się już tak wiele osób jak można było sobie wyobrażać. Kiedy weszłyśmy do kuchni, dużego, przestronnego pokoju w środku zostałyśmy jedynie trzy osoby, zajęte rozmową.
- Cześć, jestem Jess.- Powiedziała moja nowa współlokatorka.- A to jest Alice.
Wtedy moje spojrzenie przyciągną jeden z chłopaków. Pierwsza podałam mu dłoń, by się przywitać. W lawinie wiadomości z trudnością wyłapałam jego imię, Carol.
Dziewczyna miała na imię Aleksandra, a drugi chłopak Casper. Z tego co się orientowałam to ta dwójka była rodzeństwem.
Po wymianie kilku zdań z Jess zdecydowali, że zobaczymy się wieczorem, bo teraz muszą wracać do domku.
- Miło było Was poznać, do zobaczenia później.- Wtrąciłam podczas pożegnania.
Aleksa pomachała do nas przyjaźnie wychodząc z bratem i Carolem od którego nie mogłam oderwać wzroku. Usiadłam przy stole w jadalni, gdzie nie było już nikogo.
- Jeej, widziałaś tego chłopaka?!- Zapiszczała wracając z gotowym śniadaniem od Cioci Judy.
Uśmiechnęłam się delikatnie, bo nie sądziłam, że mogą nam się podobać Ci sami chłopcy.
- O którym mówisz?
- O jej bracie, Casper.- Przewróciła oczami z uwielbieniem.
- No tak, tak.- Zaśmiałam się.
- To nie jest śmieszne, widziałam jak patrzyłaś na tego drugiego. Chyba ma na imię Carol.
Rzeczywiście, Carol wyglądał jak anioł. Wysoki brunet o głębokich, morskich oczach, dołeczkach w policzkach i słodkim uśmiechu.
***
Nastał wieczór.
Poprawiłam makijaż i założyłam zwiewną sukienkę.
Stało tam parę drewnianych ławek, na polanie aż roiło się od ludzi. W tle brzmiała muzyka, a gdzieś nad wodą ktoś robił grill. W powietrzu unosił się zapach lata, który chłonęłam głęboko w nozdrza.
Wzrokiem szukałam Carola, a idąca obok mnie Jessica przeszukiwała polanę z nadzieją, że zobaczy Caspera. Kiedy dobiegł nas głos Aleksy po drugiej stronie placu.
Widziała kątem oka jak moja nowa znajoma, z którą dzielę pokój uśmiecha się, a wręcz skacze z radości na widok chłopaka dla którego tu przyszła.
- Cześć kochane!- Powitała nas Aleksandra przeciągając pierwsze słowo.
Dostrzegłam, że grupa się powiększyła, a dziewczyna szybko nam przedstawiła kilka siedzących na ławce osób.
Mimowolnie spojrzałam na Carola, który teraz wyglądał zdecydowanie piękniej. Uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam.
Wymieniliśmy kilka zdań z dopiero co poznanymi osobami gdy do Jess podszedł brat Aleksy. Powiedział jej coś na ucho i wyciągnął do niej swoją dłoń, a ta chichocząc chwyciła ją powoli i poszła za nim.
W tym samym czasie poczułam, że obok mnie zjawił się Carol. Nogi się pode mną ugięły kiedy poczułam zapach jego perfum.
- Może zechcesz się przejść?- Zapytał niepewnie, omijając starannie mój wzrok.
- Pewnie, chodźmy.- Odpowiedziałam.
Przeszliśmy się kawałek by usiąść w mniej tłocznej części polany na ławce chowającej się trochę pomiędzy drzewa.
- Skąd jesteś?- Zapytałam.
- Pochodzę z Rosji, mieszkałem kiedyś w Moskwie.- Powiedział. - Ale się przeprowadziłem.
- Masz tutaj rodzinę?
- Właśnie.- Uśmiechnął się do mnie.- A ty?
- Hm.. jestem z Marion.
- Czym się interesujesz?
- Mój dziadek był astrofizykiem i nauczył mnie wielu rzeczy, potem to pokochałam. I tak już zostało.
- Ja jestem muzykiem.- Oznajmił dumnie z uśmiechem.- Piszę piosenki, komponuję muzykę...
- Ciekawe, może mi kiedyś coś zagrasz?
- Chętnie.
Uśmiechaliśmy się tak do siebie kiedy nagle odwróciłam się i spojrzałam na zatłoczoną polanę.
Gdzieś między głowami nastolatków mignął mi znany neonowy pomarańcz. Wytężyłam wzrok nie zważając na to co mówi Carol. Po czym tłum zelżał w jednym miejscu i ujrzałam grupkę osób, a potem tę dziewczynę.
Miała taki sam kolor włosów. Taki sam jak sierść wilka. Zakręciło mi się w głowie. Oderwałam wzrok i starałam skupić się na moim towarzyszu.
Nadal kręciło mi się w głowie, po jakimś czasie wróciłam sama do pokoju. Długo patrzyłam w sufit i myślałam czy to możliwe, czy istnieje coś czego nie możemy zrozumieć. Potem znużył mnie sen.
---

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz