wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 5



(...)
- O czym myślałaś?- Zapytała Jess.
- O niczym. - Uśmiechnęłam się dbając aby zabrzmiało to jak najbardziej obojętnie.
   Tak naprawdę rana w sercu bolała coraz bardziej razem z każdym jego uderzeniem. Wierciła dziury w kościach, rozrywała mięsień, każdy nerw, każdą żyłę, by w końcu rozerwać także skórę. 
- Zastanawiam się czym było to nic.- Wstała z łóżka i podeszła do okna.- Miałam wrażenie, że po prostu mnie olewasz. 
- Nawet się nie poznałyśmy, dlaczego miałabym cię olewać?
- Odpowiedziałaś dopiero po dziesięciu minutach wpatrując się otwartymi oczami w sufit. Bałam się, że coś Ci się stało, ale oddychałaś.
   W duchu zaśmiałam się, myśląc o tym jakich ludzi przyciągam. Moja przyjaciółka, którą zostawiłam w Marion bardzo przypominała mi Jess. 
- Tak właściwie, to powinnyśmy się bliżej poznać. Niedługo wyruszamy w głąb lasu i być morze trafimy do jednej grupy. - Uśmiechnęła się zdradzając, że bardzo by tego chciała. W sumie ja też, została jedną z osób, które dobrze kojarzą mi się z Detroit. 
- Pewnie, ale może najpierw pójdziemy coś zjeść, co?- Odpowiedziałam wesoło. 


   Schodziłyśmy po drewnianych schodach na dół, budynek w środku był naprawdę piękny. Zdjęcia na jasnych ścianach pokazywały że zawsze było tu wiele radości. Przez głowę przemknęła mi myśl, czy ludziom kiedyś żyło się tutaj lepiej i przede wszystkim spokojniej. 
  Na dole nie kręciło się już tak wiele osób jak można było sobie wyobrażać. Kiedy weszłyśmy do kuchni, dużego, przestronnego pokoju w środku zostałyśmy jedynie trzy osoby, zajęte rozmową. 
- Cześć, jestem Jess.- Powiedziała moja nowa współlokatorka.- A to jest Alice. 
   Wtedy moje spojrzenie przyciągną jeden z chłopaków. Pierwsza podałam mu dłoń, by się przywitać. W lawinie wiadomości z trudnością wyłapałam jego imię, Carol. 
Dziewczyna miała na imię Aleksandra, a drugi chłopak Casper. Z tego co się orientowałam to ta dwójka była rodzeństwem. 
    Po wymianie kilku zdań z Jess zdecydowali, że zobaczymy się wieczorem, bo teraz muszą wracać do domku. 
- Miło było Was poznać, do zobaczenia później.- Wtrąciłam podczas pożegnania. 
   Aleksa pomachała do nas przyjaźnie wychodząc z bratem i Carolem od którego nie mogłam oderwać wzroku. Usiadłam przy stole w jadalni, gdzie nie było już nikogo. 
- Jeej, widziałaś tego chłopaka?!- Zapiszczała wracając z gotowym śniadaniem od Cioci Judy. 
   Uśmiechnęłam się delikatnie, bo nie sądziłam, że mogą nam się podobać Ci sami chłopcy.
- O którym mówisz?
- O jej bracie, Casper.- Przewróciła oczami z uwielbieniem. 
- No tak, tak.- Zaśmiałam się.
- To nie jest śmieszne, widziałam jak patrzyłaś na tego drugiego. Chyba ma na imię Carol. 
   Rzeczywiście, Carol wyglądał jak anioł. Wysoki brunet o głębokich, morskich oczach, dołeczkach w policzkach i słodkim uśmiechu. 

***
    Nastał wieczór.
Poprawiłam makijaż i założyłam zwiewną sukienkę.
 
 Było ciepło, chociaż słońce powoli zachodziło za drzewami. Umówiliśmy się w piątkę na polanie kilka minut drogi od obozu. Płynęła przez to miejsce rzeka, którą otaczało kilka młodych drzewek. 
   Stało tam parę drewnianych ławek, na polanie aż roiło się od ludzi. W tle brzmiała muzyka, a gdzieś nad wodą ktoś robił grill. W powietrzu unosił się zapach lata, który chłonęłam głęboko w nozdrza. 
  Wzrokiem szukałam Carola, a idąca obok mnie Jessica przeszukiwała polanę z nadzieją, że zobaczy Caspera. Kiedy dobiegł nas głos Aleksy po drugiej stronie placu. 
 Widziała kątem oka jak moja nowa znajoma, z którą dzielę pokój uśmiecha się, a wręcz skacze z radości na widok chłopaka dla którego tu przyszła. 
- Cześć kochane!- Powitała nas Aleksandra przeciągając pierwsze słowo. 
Dostrzegłam, że grupa się powiększyła, a dziewczyna szybko nam przedstawiła kilka siedzących na ławce osób. 
Mimowolnie spojrzałam na Carola, który teraz wyglądał zdecydowanie piękniej. Uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam. 
     
     Wymieniliśmy kilka zdań z dopiero co poznanymi osobami gdy do Jess podszedł brat Aleksy. Powiedział jej coś na ucho i wyciągnął do niej swoją dłoń, a ta chichocząc chwyciła ją powoli i poszła za nim.
  W tym samym czasie poczułam, że obok mnie zjawił się Carol. Nogi się pode mną ugięły kiedy poczułam zapach jego perfum.
- Może zechcesz się przejść?- Zapytał niepewnie, omijając starannie mój wzrok. 
- Pewnie, chodźmy.- Odpowiedziałam.
    Przeszliśmy się kawałek by usiąść w mniej tłocznej części polany na ławce chowającej się trochę pomiędzy drzewa. 
- Skąd jesteś?- Zapytałam. 
- Pochodzę z Rosji, mieszkałem kiedyś w Moskwie.- Powiedział. - Ale się przeprowadziłem. 
- Masz tutaj rodzinę?
- Właśnie.- Uśmiechnął się do mnie.- A ty?
- Hm.. jestem z Marion. 
- Czym się interesujesz?
- Mój dziadek był astrofizykiem i nauczył mnie wielu rzeczy, potem to pokochałam. I tak już zostało.
- Ja jestem muzykiem.- Oznajmił dumnie z uśmiechem.- Piszę piosenki, komponuję muzykę...
- Ciekawe, może mi kiedyś coś zagrasz? 
- Chętnie. 
Uśmiechaliśmy się tak do siebie kiedy nagle odwróciłam się i spojrzałam na zatłoczoną polanę. 
  Gdzieś między głowami nastolatków mignął mi znany neonowy pomarańcz. Wytężyłam wzrok nie zważając na to co mówi Carol. Po czym tłum zelżał w jednym miejscu i ujrzałam grupkę osób, a potem tę dziewczynę. 
  Miała taki sam kolor włosów. Taki sam jak sierść wilka. Zakręciło mi się w głowie. Oderwałam wzrok i starałam skupić się na moim towarzyszu. 
  Nadal kręciło mi się w głowie, po jakimś czasie wróciłam sama do pokoju. Długo patrzyłam w sufit i myślałam czy to możliwe, czy istnieje coś czego nie możemy zrozumieć. Potem znużył mnie sen. 
---
Miszi Mau.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz