niedziela, 30 sierpnia 2015

5 książek, które polecam.

 
CZEŚĆ! :D
Dzisiaj wpadłam na pomysł zrobienia najlepszej piątki książek, które czytałam w ostatnim czasie i jestem z nich bardzo zadowolona.
  
5.  Harlan Coben - Na gorącym uczynku

Haley McWaid, siedemnastoletnia dziewczyna nie powraca do domu. Po trzech miesiącach poszukiwań nie przynoszących żadnych efektów najbliższa rodzina jest przygotowana na najgorsze. W między czasie Dan Mercer wpada w pułapkę zastawioną przez reporterkę Windy Tynes i zostaje posądzony o pedofilię. Sąd jednak uniewinnia mężczyznę z czym nie zgadzają się miejscowi. Zostają znalezione dowody o tym, że Dan był zamieszany w ucieczkę nastolatki, co uruchamia spiralę zbrodni.


4. Małgorzata Warda - 5 sekund do IO


Do jednej z Warszawskich szkół wkracza grupa uzbrojonych nastolatków i zabijają bibliotekarkę na oczach szesnastoletniej bohaterki o imieniu Mila. Jako jedyna rozpoznaje w grupie chłopaka, z którego spotkała kiedyś na zawodach międzynarodowych. Znajomy wypuszcza ją ze szkoły, po czym padają strzały. 
Dziewczyna dostaje od policji propozycję zagrania w nową grę technologii Work a Dream w celu odnalezienia w niej zaginionych nastolatków. Wyjeżdża nad Polskie morze i zaczyna nowe życie, ale czy lepsze?

3. Olga Paluchowska-Święcka - Prosektorium 

  
Natasza Woronowa, to modelka, która decyduje się na pracę w prosektorium. Dzięki niej uczy się dostrzegać piękno i ulotność chwil. Wkrótce awansuje i trafia do szpitala, gdzie zawiera przyjaźń z Felkiem oraz spotyka mężczyznę z którym wyobraża sobie życie. Niestety mężczyzna leży w śpiączce, więc boi się o jego życie. 


 2. Becca Fitzpatrick - Szeptem


Jest to seria cudownych książek, polecam też trochę dla fanów fantastyki. :)
On jest tajemniczy i zabójczo przystojny. Trochę jak nie z tego świata. Odkąd usiadł w ławce Nory w jej życiu zaczęły dziać się dziwne rzeczy.  I nic już nie będzie takie samo.


1. Tess Gerritsen - Sobowtór

 
 Czyli moja ulubiona autorka *-* Właśnie ta pani napisała Autopsję. 
Przed domem Maury zostają znalezione zwłoki kobiety w samochodzie, zginęła od rzadkiego pocisku, który sieje spustoszenie w ciele. Badanie DNA wykazuje pokrewieństwo między kobietami. 





Dla zainteresowanych:
  
Wojciech Jaroń - Byłam przyjaciółką Diabła
 
 Jestem w trakcie czytania tej książki, ale już robi na mnie wielkie wrażenie, naprawdę polecam gorąco. Ale przed przeczytaniem zapoznajcie się z recenzjami (czego ja nigdy nie robię, a potem się zawodzę na tym co wybieram). Książka na pewno nie jest dla wszystkich, także proszę, dobierajcie lekturę do siebie i własnych zainteresowań. :) 



Gary Zukav i Linda Francis - Serce Duszy, Świadomość Emocjonalna


 Nie wiem dlaczego to czytam, ale książka naprawdę fajna. Nauczycie się z niej doświadczać głębiej swoich emocji, a dzięki ćwiczeniom wyraźnie i prosto opisanym możecie łatwo zacząć praktykować. :)

---
Okej, dzięki za czytanie. Mam nadzieję, że coś Wam się spodobało i zachęcę Was do czytania. Bo czym jest człowiek bez czytania? 
Miłego dnia i słonecznej niedzieli :) 

Miszi Mau. 

środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 6

(Dwa dni później)
Obudził mnie dźwięk budzika. 
Dzisiaj, zgodnie z planem mamy zostać podzieleni na grupy i wyruszyć w głąb lasu. 
Ledwie otworzyłam oczy, a z drugiego krańca pokoju usłyszałam jęk Jessicy. Uśmiechnęłam się, przeciągając zbolałe plecy.
- To nie jest dla mnie wstawać o piątej rano.- Mruknęła przekręcając się na łóżku.- Zupełnie tak, jakby nie mogli zrobić zbiórki o 11stej.
- Nie oszukuj się, o tej godzinie też byś nie wstała.
  Jess tylko zaśmiała się dalej zakopana w kołdrze. 
Ja natomiast dzielnie wstałam, zebrałam przygotowane wcześniej kosmetyki i poszłam do łazienki.




    Kiedy woda powoli zajmowała wannę, ja zaspana stałam przy lustrze. Podeszłam do okna.
Widać było plac, na którym już kręciło się kilkanaście osób. Pośród zgromadzonych rozpoznałam Michaela, który rozmawiał z grupką mężczyzn. 
  Michael to starszy opiekun, z tego co wiem w tym roku był na specjalnym kursie, dzięki któremu może legalnie wyruszać jako przewodnik z grupą podopiecznych. 
Chłopak miał może dwadzieścia pięć lat, a już został najlepszym z opiekunów. Miałam nadzieję, że trafię do jego grupy. Dobrze się znamy i w ubiegłym roku pokazał mi mapę lasu, na których jego częściach odbywają się obozy dla poszczególnych grup wiekowych. 
   Było bowiem tak, że wszyscy uczestnicy oprócz dzielenia na małe grupki po pięć, sześć osób zostają podzieleni na młodzież, dzieci i dorośli. Dzieci zostają prowadzone tylko na polany i dróżki oznakowane, o kilka lat starszym kolegom pozwala się podróżować według szlaku wytyczonego przez organizatorów. A dorosłym daje się większy wybór możliwości, z którym nikt nas nie zapoznaje. 


  - Alice, możesz już wyjść? Jest mi niedobrze.- Zawołała Jess zza drzwi kiedy się malowałam. 
   Najszybciej zebrałam tusz do rzęs i wyszłam z łazienki. 
Jak tylko drzwi się otworzyły Jessica wpadła i zaczęła wymiotować. 
     Nie wiedząc co zrobić podbiegłam do niej i odgarnęłam z twarz kosmyki jasnych włosów. Zatroskana patrzyłam jak się męczy, po czym podałam jej ręcznik.
- Co się stało?- Zapytałam, ale wymioty powróciły.
   Kiedy tylko wszystko odeszło spojrzałam na jej bladą twarz i krople potu na czole. Oczy jej zsiniały, a ciało bezładnie oparte o krawędź muszli klozetowej. Uścisnęłam jej dłoń, żeby dodać otuchy i sobie i przyjaciółce, ale przeraziło mnie zimno skóry. 
   Zachodziłam w głowę jak to możliwe, że w jednej chwili sobie leniuchowała na łóżku zadowolona, a w drugiej na wpół leżała dysząc ze zmęczenia w łazience. 
- Może kogoś do Ciebie zawołam?- Zapytałam starając się, żeby mój głos zabrzmiał bardzo delikatnie.
  Przez chwilę widziałam jak próbuje wydobyć z siebie jakiś dźwięk, ale zrobiła się zbyt ciężka. W końcu tylko pokiwała głową dając mi znak, że się zgadza.  


     Po kilku minutach znalazłam w przedpokoju Panią Judy- organizator całego obozu. Patrzyłam jak zabiera z podłogi ledwie żywą Jessicę. Każdego traktowała z taką samą troską, w sumie większość osób, których jej nie zna zastanawiają się dlaczego taka serdeczna pani w średnim wieku nie ma dzieci. 
    Wszystko to stało się dlatego, że ciocia Judy bardzo kocha dzieci, ale jest osobą nader wierzącą. A religia, którą praktykuje nie pozwala jej mieć dzieci. Jestem przekonana, że wiele razy płakała po nocach zanim razem z mężem stworzyli obóz. Teraz na pewno sprawia jej to szczęście, ale to tylko ulotne chwile, bo przecież po wakacjach wszyscy wyjeżdżają. 
  Niektórzy mówią też, że jej mąż jest za tym, aby nie posiadać potomstwa. Nie umiem sobie wyobrazić jak musiała cierpieć, kiedy i przekonanie i mąż nie pozwalały jej zostać matką. 
   Przez chwilę trwałam tak w swoich myślach i zadawałam sobie pytanie ile ja bym była w stanie zrobić tylko dla samej wiary. Jak mocno można w coś wierzyć. 


Staliśmy na zbiórce. Słońce oświecało plac, na którym zgromadziło się jakieś czterdzieści osób. 
W końcu podeszli do nas ciocia Judy z wujkiem Richardem.
- Dzień Dobry wszystkim, mam nadzieję, że jesteście wyspani.- Obdarzyła nas szczerym uśmiechem.- Zostaniecie podzieleni na grupę A i grupę B. W grupie pierwszej zostaniecie podzieleni na cztery mniejsze jednostki, a w B zostaniecie podzieleni na większe. 
 - Ja wyczytam na początek grupę A i jej mniejsze zbiory. Zespół pierwszy...- Czytał Richard, mój wzrok powędrował wysoko na okna domków wokoło. 

Zamyślona wpatrywałam się w odnowione ściany i pomyślałam, że chciałabym właśnie tutaj spędzić lato. Nie w głębi lasu, chociaż i ten obóz mieścił się daleko od drogi głównej. To miejsce budziło poczucie bezpieczeństwa. Ci, którzy nie mogą wyruszać z nami szlakiem łowią sobie ryby w rzece, która przepływa kilka minut drogi stąd. 
- ... Grupa czwarta: Alice Jones, Marry Hayes, Carol Cerver, Lowell Grant, przewodnicy: Michael, Elize. Kierunek: południowy-zachód...- Już czytał kolejną grupę, w której była Jessica i Aleksandra. 
   W sumie nie zdziwiło mnie, że trafiłam z Lowell'em do jednego zbioru. Brałam to pod możliwość.
- Grupa A wyrusza już jutro, w budynku numer dwa na gablotce wisi rozpiska co musicie ze sobą zabrać. Wszelką żywność i wodę oczywiście sami was zaopatrzymy, ale miło widziane będzie jeśli zrobicie sobie na drogę śniadanie i najlepiej podwieczorek. Zbiórkę uzgadniacie teraz razem z przewodnikami. Przejdźmy do grupy B...

   Michael zwołał naradę dla naszej części, więc wszyscy, którzy w niej byli podeszli. 
- Jestem Michael, wcześniej z Elize uzgodniliśmy, że wyruszymy o godzinie dziewiątej rano. O godzinie ósmej trzydzieści pięć spotkamy się w kuchni, gdzie Lowell i ... yyhm?
- Carol.
- Gdzie Carol i Lowell zrobią dla całej grupy zapasy kanapek. Czy wszyscy zrozumieli i się zgadzają?- Zapytał, ale nie usłyszał słowa sprzeciwu, więc kontynuował.- Widzę, że mamy dwie nowe osoby, może się przedstawicie? A jutro poznamy się lepiej?- Zachęcił.
   Muszę zaznaczyć, że dziewczyna, którą widziałam wtedy siedząc na ławce razem z Carolem dołączyła do naszej grupy. Przedstawiła się jako Marry, miałam ochotę z nią zamienić kilka zdań, ale zostaliśmy wezwani aby zapoznać się ze wszystkimi rzeczami, które trzeba spakować. I przez to nie zdążyłam. 
   Wieczorem zobaczyłam się dopiero z Jessicą, na ognisku.
- Jeejku, ale masz szczęście!- Zapiszczała z podniecenia. 
- O czym mówisz?
- A z kim trafiłaś do zespołu, panienko?- Zaczęła nie mogąc opanować swojego podekscytowania.
- No z Carolem.- Odpowiedziałam i zaśmiałam się.
- Fajnie, co?
- Tak, ale trafiłam również ze swoim byłym i z dziewczyną, która mnie przeraża.
- Mówisz o Lowellu.
- Skąd wiesz?- Zapytałam.
- Wiesz, Aleksa i jakiś inny typek ciągle o tym rozmawiali. 
   Zmarszczyłam brwi. 
Powinnam była się domyślić, że Hector zacznie rozpowiadać o ich związku różne historie. Teraz jednak byłam bezbronna, w sumie to nawet nie miałam się przed czym bronić.




 ----
 Ostatnio posty jak piszę, to są to rozdziały opowiadania o Alice albo jakieś inspiracje. Chciałabym Was czymś zaskoczyć i może w najbliższej przyszłości tak też się stanie. 
Na razie trochę za dużo czytałam książek w bardzo krótkim czasie i nie zdążyłam każdej powoli sobie uporządkować w głowie. Tak też mogę mieć trochę roztargnione myśli w powyższym tekście.  
   Niedługo szkoła! :) Mam nadzieję, że ta myśl nie przyprawia Was o zawrót głowy. Czasu coraz mniej, więc trzeba się spieszyć. Życzę Wam szczęścia na ten rok szkolny, bo coś czuję, że mi również się przyda. 

I trochę cytat wyrwany z pewnego teledysku: 
 " Pieniądze nie spadną z nieba, więc jakie <<Bóg zapłać>>?" 
Trochę dzisiaj było o wierze, więc zostawiam Was z tymi przemyśleniami i życzę Dobrej Nocy. :))
I Miłego dnia :)


Miszi Mau. 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 5



(...)
- O czym myślałaś?- Zapytała Jess.
- O niczym. - Uśmiechnęłam się dbając aby zabrzmiało to jak najbardziej obojętnie.
   Tak naprawdę rana w sercu bolała coraz bardziej razem z każdym jego uderzeniem. Wierciła dziury w kościach, rozrywała mięsień, każdy nerw, każdą żyłę, by w końcu rozerwać także skórę. 
- Zastanawiam się czym było to nic.- Wstała z łóżka i podeszła do okna.- Miałam wrażenie, że po prostu mnie olewasz. 
- Nawet się nie poznałyśmy, dlaczego miałabym cię olewać?
- Odpowiedziałaś dopiero po dziesięciu minutach wpatrując się otwartymi oczami w sufit. Bałam się, że coś Ci się stało, ale oddychałaś.
   W duchu zaśmiałam się, myśląc o tym jakich ludzi przyciągam. Moja przyjaciółka, którą zostawiłam w Marion bardzo przypominała mi Jess. 
- Tak właściwie, to powinnyśmy się bliżej poznać. Niedługo wyruszamy w głąb lasu i być morze trafimy do jednej grupy. - Uśmiechnęła się zdradzając, że bardzo by tego chciała. W sumie ja też, została jedną z osób, które dobrze kojarzą mi się z Detroit. 
- Pewnie, ale może najpierw pójdziemy coś zjeść, co?- Odpowiedziałam wesoło. 


   Schodziłyśmy po drewnianych schodach na dół, budynek w środku był naprawdę piękny. Zdjęcia na jasnych ścianach pokazywały że zawsze było tu wiele radości. Przez głowę przemknęła mi myśl, czy ludziom kiedyś żyło się tutaj lepiej i przede wszystkim spokojniej. 
  Na dole nie kręciło się już tak wiele osób jak można było sobie wyobrażać. Kiedy weszłyśmy do kuchni, dużego, przestronnego pokoju w środku zostałyśmy jedynie trzy osoby, zajęte rozmową. 
- Cześć, jestem Jess.- Powiedziała moja nowa współlokatorka.- A to jest Alice. 
   Wtedy moje spojrzenie przyciągną jeden z chłopaków. Pierwsza podałam mu dłoń, by się przywitać. W lawinie wiadomości z trudnością wyłapałam jego imię, Carol. 
Dziewczyna miała na imię Aleksandra, a drugi chłopak Casper. Z tego co się orientowałam to ta dwójka była rodzeństwem. 
    Po wymianie kilku zdań z Jess zdecydowali, że zobaczymy się wieczorem, bo teraz muszą wracać do domku. 
- Miło było Was poznać, do zobaczenia później.- Wtrąciłam podczas pożegnania. 
   Aleksa pomachała do nas przyjaźnie wychodząc z bratem i Carolem od którego nie mogłam oderwać wzroku. Usiadłam przy stole w jadalni, gdzie nie było już nikogo. 
- Jeej, widziałaś tego chłopaka?!- Zapiszczała wracając z gotowym śniadaniem od Cioci Judy. 
   Uśmiechnęłam się delikatnie, bo nie sądziłam, że mogą nam się podobać Ci sami chłopcy.
- O którym mówisz?
- O jej bracie, Casper.- Przewróciła oczami z uwielbieniem. 
- No tak, tak.- Zaśmiałam się.
- To nie jest śmieszne, widziałam jak patrzyłaś na tego drugiego. Chyba ma na imię Carol. 
   Rzeczywiście, Carol wyglądał jak anioł. Wysoki brunet o głębokich, morskich oczach, dołeczkach w policzkach i słodkim uśmiechu. 

***
    Nastał wieczór.
Poprawiłam makijaż i założyłam zwiewną sukienkę.
 
 Było ciepło, chociaż słońce powoli zachodziło za drzewami. Umówiliśmy się w piątkę na polanie kilka minut drogi od obozu. Płynęła przez to miejsce rzeka, którą otaczało kilka młodych drzewek. 
   Stało tam parę drewnianych ławek, na polanie aż roiło się od ludzi. W tle brzmiała muzyka, a gdzieś nad wodą ktoś robił grill. W powietrzu unosił się zapach lata, który chłonęłam głęboko w nozdrza. 
  Wzrokiem szukałam Carola, a idąca obok mnie Jessica przeszukiwała polanę z nadzieją, że zobaczy Caspera. Kiedy dobiegł nas głos Aleksy po drugiej stronie placu. 
 Widziała kątem oka jak moja nowa znajoma, z którą dzielę pokój uśmiecha się, a wręcz skacze z radości na widok chłopaka dla którego tu przyszła. 
- Cześć kochane!- Powitała nas Aleksandra przeciągając pierwsze słowo. 
Dostrzegłam, że grupa się powiększyła, a dziewczyna szybko nam przedstawiła kilka siedzących na ławce osób. 
Mimowolnie spojrzałam na Carola, który teraz wyglądał zdecydowanie piękniej. Uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam. 
     
     Wymieniliśmy kilka zdań z dopiero co poznanymi osobami gdy do Jess podszedł brat Aleksy. Powiedział jej coś na ucho i wyciągnął do niej swoją dłoń, a ta chichocząc chwyciła ją powoli i poszła za nim.
  W tym samym czasie poczułam, że obok mnie zjawił się Carol. Nogi się pode mną ugięły kiedy poczułam zapach jego perfum.
- Może zechcesz się przejść?- Zapytał niepewnie, omijając starannie mój wzrok. 
- Pewnie, chodźmy.- Odpowiedziałam.
    Przeszliśmy się kawałek by usiąść w mniej tłocznej części polany na ławce chowającej się trochę pomiędzy drzewa. 
- Skąd jesteś?- Zapytałam. 
- Pochodzę z Rosji, mieszkałem kiedyś w Moskwie.- Powiedział. - Ale się przeprowadziłem. 
- Masz tutaj rodzinę?
- Właśnie.- Uśmiechnął się do mnie.- A ty?
- Hm.. jestem z Marion. 
- Czym się interesujesz?
- Mój dziadek był astrofizykiem i nauczył mnie wielu rzeczy, potem to pokochałam. I tak już zostało.
- Ja jestem muzykiem.- Oznajmił dumnie z uśmiechem.- Piszę piosenki, komponuję muzykę...
- Ciekawe, może mi kiedyś coś zagrasz? 
- Chętnie. 
Uśmiechaliśmy się tak do siebie kiedy nagle odwróciłam się i spojrzałam na zatłoczoną polanę. 
  Gdzieś między głowami nastolatków mignął mi znany neonowy pomarańcz. Wytężyłam wzrok nie zważając na to co mówi Carol. Po czym tłum zelżał w jednym miejscu i ujrzałam grupkę osób, a potem tę dziewczynę. 
  Miała taki sam kolor włosów. Taki sam jak sierść wilka. Zakręciło mi się w głowie. Oderwałam wzrok i starałam skupić się na moim towarzyszu. 
  Nadal kręciło mi się w głowie, po jakimś czasie wróciłam sama do pokoju. Długo patrzyłam w sufit i myślałam czy to możliwe, czy istnieje coś czego nie możemy zrozumieć. Potem znużył mnie sen. 
---
Miszi Mau.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 4

   





             Sen przyniósł ulgę tylko na chwilę, kiedy się obudziłam był już świt. Wciąż czułam niepokój, ale całe szczęście nie bałam się tak jak w nocy. 
Śniły mi się koszmary, długie, bez końca. Śnili mi się ludzie bez głów albo ze zniekształconymi kończynami lub nawet bez nich. Dzieci biegały dookoła, część postaci trzymała w dłoniach łopaty i zakopywali kogoś żywcem. 
   Przez moje ciało przebiegły dreszcze niczym tysiące mrówek, a potem nastąpiło znane mi odrętwienie. 
Właśnie to jest mój największy lęk, pogrzebanie żywcem - Tafefobia. Miało to początek w ubiegłym roku, na obozie. 

    Pewnej nocy Lowell zabrał mnie w głąb lasu. Była to jego noc stania na straży gdy wszyscy spali, więc nikt nie mógł nas widzieć gdzie idziemy. Powiedział do mnie, że pokaże mi coś fajnego. 
Teraz z biegiem czasu myślę jak bardzo go kochałam. Zrobiłabym dla niego wszystko. 
   Pamiętam doskonale tamto miejsce, stała tam taka ławeczka, a jakieś trzydzieści metrów dalej znajdowała się opuszczona hala. Tamtej nocy weszliśmy tam, rozplątując łańcuchy, druty i zdejmując kłódki. Wtedy myślałam, że poszliśmy tam przez przypadek. Teraz wiem, nigdzie nie znajdujemy się przypadkiem. 
  - Hej, tam ktoś jest- Wyszeptałam jak najciszej gdy znaleźliśmy się u progu wejścia. 
   Nie odpowiedział mi, od razu skierował się do człowieka, który siedział na krześle plecami do nas po drugiej stronie hali. Gdy podeszliśmy bliżej zauważyłam sznury, którymi został związany. 
Spojrzałam z niepokojem na Lowella.
- Kto to jest? 
Stanął na przeciwko chłopaka, który mógłby mieć wtedy o dwa lata mniej niż ja. 
   Po hali rozległ się odgłos kroków, miałam ochotę uciekać, ale odwaga i pewność siebie mojego chłopaka mnie zatrzymały. Chwilę później z mroku wyłoniła się sylwetka Jamesa - starszego brata Lowella.
- Składamy go dzisiaj? - Zapytał.
- Myślę, że tak. - Odpowiedział Lowell - Alice, zabierz tamtą torbę. Bardzo nam pomożesz dzisiaj.
- Co w niej jest?
- Zobaczysz jak dojdziemy na miejsce, które wybraliśmy dla tego chłopca. - Uśmiechnął się
- Co macie zamiar zrobić? - Pytałam sięgając po torbę.
    Nie dostałam znowu odpowiedzi. 
Sądziłam, że ratujemy tego chłopaka. Myślałam tylko o tym, że Lowell i James są niewinni i nie mogliby nikomu zrobić krzywdy. 

   Szliśmy kilka minut gdy trafiliśmy w miejsce gdzie ktoś wykopał głęboki dół pomiędzy drzewami. 
Tymczasem chłopak zaczął się powoli wybudzać. 
- Dlaczego nie zabierzemy go do obozu? 
- Bo jest tu nielegalnie, mała. - Odezwał się James. - A jak ktoś znajduje się gdzieś nielegalnie to odsyła się go w jego miejsce. 
   Przez chwilę patrzyłam mu w oczy, gdzieś zauważyłam w nich złowrogi błysk. Coś podpowiedziało mi, że póki jesteśmy sami muszę przestrzegać nieustalonych reguł i być grzeczna. 
- Gdzie więc jest jego miejsce? - Spytałam.
  Przeszył mnie lodowatym wzrokiem po czym zepchnął chłopca w głęboki dół. Poczułam jak serce podchodzi mi do gardła. 
Wzrokiem poszukałam mojego chłopaka, który stał obok z uśmiechem na twarzy i kanistrem benzyny w rękach. 
    Przeraziło mnie to co w nim zobaczyłam. Bałam się go teraz bardziej niż Jamesa, w głowie szumiał mi tylko cytat, który kiedyś gdzieś czytałam. "Przystawiasz pistolet do skroni, za spust ciągną najbliźsi". Nie było w nim już tego chłopaka, którego widziałam w nim jeszcze poprzedniego dnia. 
   Ktoś inny niż osoba, którą tak bardzo znałam i kochałam był tutaj, w tak koszmarnym miejscu, w głębi lasu, o zmroku i polewał dół w którym znajdowały się zwłoki człowieka. Kiedy słyszał płacz chłopca spod ziemi delektował się każdą nutą jego nieszczęścia. Widok jego twarzy gdy powoli zapalał zapałkę wyrażał głęboką satysfakcję z tego co właśnie robił. 
   Zapałka spadała jakby w zwolnionym tempie, być może dałabym radę jeszcze powstrzymać ją przed upadkiem. I właśnie za to siebie nienawidzę. Za swoją obojętność. Za brak reakcji. Za brak uczuć. Za egoizm. 
  Ziemia stanęła w błogich płomieniach, ogień zajął krzaki obok i przenosił się na młode drzewka. I nikt tak po prostu z tym nic nie robił. 
***



    Nagle z wspomnień wróciłam do swojego pokoju. 
- Cześć Alice.- Przywitała się Jess.
Odpowiedziałam jej tym samym wciąż mając przed oczami obraz lasu i palenia zwłok. Czułam porażający smród. 
Doszło do mnie jak żywe są moje wspomnienia w tym miejscu tak jak w każdym innym. W głowie pytałam siebie czy zawsze będzie mnie to prześladować. 



----
Hej :) 
Skończone pisać o godzinie 23:59 (y) :)
Miłego czytania :)
Miszi Mau.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 3

   Leżałam w łóżku, była pochmurna noc. Księżyc świecił przebijając się ledwo przez obłoki. Policjant odwiózł mnie do organizatorów obozu, zanim pojechał minęła jakaś godzina. 
Mimo, że czułam się nie gotowa na spotkanie z moim byłym chłopakiem postanowiłam zostać tutaj całe lato. 


    Przekręcałam się z boku na bok, ale sen nadal po mnie nie przychodził. Wilk, którego zobaczyłam za drzewami na polanie nie dawał mi spokoju. Przekazał mi w jednym spojrzeniu tyle emocji. Widziałam w nim strach, ból, współczucie...
   Nagle coś uderzyło w drzwi mojego pokoju wyrywając mnie z myśli. Zerwałam się z łóżka zaniepokojona, po chwili usłyszałam śmiech i głośne rozmowy nastolatków z pokoju naprzeciwko. Oparłam się o chłodną ścianę. 
Nie ma mowy, nie zasnę. -  pomyślałam. 
Coś mnie tchnęło i podeszłam do okna, by przyjrzeć się gwiazdom. Noc była piękna, mimo że chmury przykrywały większość nieba. Zaraz będzie północ, zgasną światła, a my zostaniemy tutaj sami w głębi lasu...
     Usiadłam na parapecie oglądając wędrówkę Księżyca, co chwilę coś go zasłaniało. Chmury zalśniły, oświetlone miejsce wyglądało jak jasna plama na czarnym papierze. 
Światła zgasły razem z moim odbiciem na szybie.
    Bujałam się do przodu i do tyłu trzymając klamkę okna.Upadek z tej wysokości na pewno by bolał - było to trzecie piętro. Trzecie piętro na pięć. 
 A jednak bawiłam się starając zapomnieć że od lotu dzieli mnie szyba. Wpatrywałam się w plamę na niebie przybliżając twarz do zimnego szkła. Ciągle czułam że coś mnie dzieli, ale w żyłach pulsowała mi adrenalina. Otworzyłam oczy nadal patrząc w niebo gdy poczułam na swojej skórze chłodny wiatr. Okno, szyba, rama i klamka zniknęły. Nie było nic. 
   Trzask łamanych drzwi przeraźliwe wbił mi się do głowy. Wyrwał mnie z zamyślenia oraz kilka innych osób. Dziewczyna miała długie blond włosy, które fruwały w powietrzu po tym jak potraktowała drzwi z kopa. 
 - Zamiast nóg mogłaś użyć klamki, idiotko. - Krzyknął ktoś z końca korytarza. 
Blondynka bez słowa weszła do pokoju dźwigając drzwi, by zasłonić nimi wnętrze pomieszczenia. Spojrzałam na okno, które wróciło na swoje miejsce i przez chwilę zobaczyłam jak ktoś przemyka do domku obok naszego bloku. Przez myśl mi przeszło jacy ludzie mieszkali tam w zeszłym roku. 
Mnie i Lowella namawiali do brania kolorowych tabletek w zamian za pieniądze. Oczywiście nigdy się nie zgodziliśmy. Nie chodziło o pieniądze, chodziło o coś więcej, co trzeba było sobie wywalczyć. Chodziło o szacunek do siebie. Jeśli szanujesz siebie, inni szanują ciebie - proste. 
  Dziewczyna patrzyła na mnie przez chwilę. Zauważyłam, że pod drzwiami były papierki, które ona przyniosła. 
 - Często Ci się zdarza? - zapytałam. 
- Nie, zwykle nad sobą panuję.- mruknęła. - Jestem Jess
Wstałam, by uściskać jej dłoń, po czym usiadłam na swoim łóżku. 

  Spojrzałam jeszcze raz na drzwi, wnętrze było już zakryte i światło dochodziło tylko przez szpary po bokach. 
Zaśmiałam się i stwierdziłam że Jess przyjęła to z ulgą. 
- Masz zamiar coś jeszcze nabroić czy możemy już iść spać?- zapytałam uśmiechając się.
- Jestem już zmęczona, idziemy spać. - odwzajemniła uśmiech - Ciężki dzień?
- Tak 
   Ułożyłam się wygodnie na swoim łóżku, w pokoju były tylko dwa, więc miałam nadzieję, że Jess jest już ostatnią osobą z którą będę musiała go dzielić. 
  Gdy powoli zasypiałam odezwała się:
- A ty? 
- Co ja?
- Jak masz na imię? 
Chwila ciszy. 
 - Alice - Dobranoc.






------
Hej :)
Dzisiaj na szybko trzeci rozdział. Nic specjalnego, następnym razem dostaniecie coś więcej. :)
I jeszcze może tak na szybko dam Was ciekawostkę, którą znalazłam w sieci.
 
"LOWELL: angielskie nazwisko (też imię) od staronormandzkiego Louvel ("mały wilk")."
Zanim poznacie bliżej byłego Alice, a na pewno będzie trochę o nim:)
LINK DO STRONY   <-- Tutaj możecie sprawdzić sobie słowniczek, bardzo ciekawe. Na pewno jak będę pisać kolejne opowiadania będę z tego korzystać.
Miłego dnia.:*

Miszi Mau.