To dziwne, ale miałam w sobie uczucie przypominające cykającą bombę, a z każdą chwilą traciłam czas na głupie myśli. W głowie oprócz pulsującego bólu miałam tylko słowo "Działaj". Obudził się we mnie zwierzęcy instynkt. Albo samoobrona. A może w ogóle obrona. Czekałam na atak krwiożerczej bestii.
Sama stałam się potworem ze swoich snów.
Groźnym, nieustraszonym, o sierści pomarańczowej jak kolor włosów Marry. Dziewczyny, za którą teraz wziął się mój eks.
I serio, nie jestem zazdrosna. Ale boję się o nią. Lowell weźmie ją do akcji.
Wstałam, ogarnęłam się. Słońce przeciskało się przez otwarcie w namiocie. Jak zwykle nie zasunięte przez moją koleżankę. W sumie, to już przywykłam i myślę, że wytrzymam.
Wyszłam na polanę oblaną porannym słońcem. Niesamowite emocje uderzyły we mnie, kiedy zobaczyłam stosy rozłożonych namiotów. W oddali kręcili się ludzie. Nie Ci sami, których widywałam codziennie przez ostanie kilka... no właśnie. Dni? Miesiąc? To drugie całkiem by było zrozumiałe, bo każda godzina ciągnęła się nieskończenie długo.
* * *
- Hej, Carol. Co tam?- Zapytałam.
Około południa znalazłam go siedzącego nad brzegiem rzeki po drugiej stronie od miejsca gdzie mamy rozbite obozy na polanie. Rzeka jest szeroka, wcześniej uważałam ją za wąską niczym wstążka.
Carol podniósł głowę sprawiając wrażenie jakbym rozproszyła jego burzę mózgów nad jakimś trudnym tematem.
- Dobrze, gdzie byłaś przed obiadem?
- Poszłam na spacer.
Odpowiedziałam, przysiadając się obok niego. W sumie, to zdawałam sobie sprawę z tego, że kłamałam. Oczywiście, udałam się na spacer. Ale nie po to, by podziwiać przyrodę. Chciałam ustalić jak daleko od polany znajduje się hala i dół wykopany specjalnie dla Nellie. Okazało się, że do pokonania jest jakiś kilometr, może dwa.
Czas ciągle biegnie, a ja jeszcze nie wiem jak go zatrzymać. Albo nie dopuścić chociaż do zdarzenia.
Siedzieliśmy tak obok siebie bez słów oboje pogrążeni w myślach. Pomimo ciszy panującej wokół nas w głowie panował chaos. Tysiące myśli jak wataha motyli.
Postanowiłam, że opowiem wszystko Marry. Widzę jak Lowell się do niej przystawia i nie razi mnie to w oczy. Chodzi o to, aby nie była kolejną ofiarą.
Miłego dnia. :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz