Kiedyś ktoś na pogrzebie dziadka powiedział mi, że kiedy tylko w chwilach zagrożenia życia zobaczę światło Księżyca w pełni będzie to oznaczało, że On czuwa nade mną. I ten ktoś nie wyjaśnił mi kim jest On, ale rzeczywiście miał ten człowiek rację. Kimkolwiek by ta istota nie była dodawała mi siły psychicznej. Abym mogła szybko myśleć i kierować się w odpowiednią stronę. No więc teraz też tak było.
Kiedy tylko się odwróciłam zobaczyłam uchylone drzwi hali, przez które wpadało światło księżyca. Byliśmy tu we dwoje. Ja i James. Chłopak dopiero niedawno do mnie dołączył, pewnie kopał dół tak jak w ubiegłym roku. Byłam przerażona, bo wiedziałam co się dzisiaj może stać. W głowie kartkowałam rozdziały scenariusza, który sobie ułożyłam aby ocalić Nelliego i Marry. Dziewczyna wiedziała ode mnie na co się pisze. Powiedziałam jej wczoraj wieczorem i dałam czas aby sobie wymyśliła plan akcji. Ma grać zakochaną w Lowellu, chociaż w sumie pewnie nawet nie musi... Problem w tym, że chcąc nie chcąc uwierzyła mi na słowo o tym co będzie się działo. Zostania zamieszana w przestępstwo i nie będzie odwrotu. Lowell wybrał ją tak samo jak wybrał mnie. W każdym razie wiem, że oczyszczą go z zarzutów bez względu na to jak ciężkie byłyby oskarżenia i jak mocne sędzia miałby dowody na jego winę. Tylko James pcha się w to na ślepo. Sam pewnie nie wie w jakim celu to robi, może brat mu zagroził? Przecież wykonuje czarną robotę. I to z uśmiechem na ustach. Niewiarygodne jaki przerażający demon może czaić się w pięknym opakowaniu.
James jest na trzecim roku studiów. Najlepszy uczeń, najwyższe oceny, najprzystojniejszy chłopak i pewnie można by wymieniać tak w kółko. Teraz ten sam chłopak siedzi na krześle jakieś siedem metrów ode mnie bujając się w przód i w tył ze znudzeniem czekając na zastrzyk adrenaliny, który dostarcza mu spalanie zwłok. Wciąż zadaję sobie pytanie jak zaczęło się to u niego.
Nagle usłyszeliśmy kroki na zewnątrz. James zerwał się bezszelestnie z krzesła i przygotował wszystko do ataku. Kroki się zbliżały i była to jedna osoba. Drzwi się otworzyły i przez chwilę stała w nich ciemna, wysoka postać. Niemal nadludzka. James rzucił się na nią zakładając worek na głowę i powalił postać na zimny beton. Nie odważyłam się poruszyć, bo zaraz ktoś podszedł od tyłu do chłopaka duszącego wijącą się postać i przystawił mu coś błyszczącego do szyi przecinając skórę jednym pociągnięciem. Z rany lała się czarna maź. Ciało chłopaka opadło bezwładnie na postać z workiem na głowie. Tamten czując, że ktoś go uratował zepchną wykrwawiające się ciało dwudziestoparolatka na bok i zdjął worek. Nim zdążył go rzucić na ziemię dostał kilka ciosów w brzuch i sam opadł na ciało Jamesa.
Wstrzymałam oddech. Powietrze zapachniało świeżą krwią, ciała spoczywały jedno na drugim a wokoło była czarna kałuża. Sprawca rozglądał się po hali, byłam wstrząśnięta tym co zobaczyłam. Wszystko działo się tak szybko, że nie mogłam zareagować ani krzyknąć, ani nikt nie mógł wydać z siebie jakiegokolwiek odgłosu. Czułam jak ciepłe łzy spływały mi po policzkach, modliłam się by nie szlochać. Postać dźwignęła ciało chłopaka, który dostał ciosy w brzuch. Kiedy ciągnął zwłoki przez otwarte drzwi zauważyłam znajomą bliznę na ramieniu. To był Lowell. To jego James dusił. Oczywiście przez przypadek. To była pomyłka, za którą musieli oboje zapłacić. Jeżeli Lowell tu przyszedł sam oznacza to, że coś poszło nie tak.
Zostałam w hali jedyna żywa. Bo przy drzwiach leżało jeszcze ciało Jamesa, mogłabym uciec teraz. Wystarczyłoby wymknąć się przez tylne drzwi, tymi którymi dostał się tu sprawca. Ale nie uciekałam. Jeszcze nie teraz. Nie byłam na tyle głupia żeby korzystać z pierwszej lepszej szansy, nawet jeżeli byłaby to jedyna możliwość. Musiałam zostać i poczekać, aż wróci po Jamesa. I tak też było. Wrócił. Kiedy wchodził ujrzałam czerwoną czapkę na głowie. Myślałam czy mogłabym go znać. Z czymś mi się ona skojarzyła, ale nie dałam się poprowadzić tym tropem. Trzeba się wydostać. Znaleźć Marry i Nellie.
Wyciągnął ciało Jamesa, po tym jak szybko wrócił sądzę, że jest nie daleko. Może znalazł dół, który wcześniej wykopano na potrzeby tej chorej akcji? To oznacza, że powinnam zachować czujność.
Najciszej jak się dało przesunęłam się do drzwi, którymi wszedł nieznajomy. Brakował może trzech metrów do wydostania się kiedy nagle oniemiałam. Na mojej drodze pojawił się wilk. Od naszego spotkania mógł minąć miesiąc. Bestia stanęła ze mną prawie oko w oko. Był jeszcze bardziej przerażający niż za pierwszym razem. Jego sierść lśniła neonowym pomarańczem. Nie znałam nazwy tego koloru. Był on niesamowity i niespotykany. Tak samo jak miesiąc temu przerażał mnie jego wzrost i potęga. Głębokie, czarne oczy wpatrzone we mnie nie ze wściekłością, ale z przerażeniem i nagle sobie uświadomiłam... wilczku, jesteś tu tak samo bezradny jak ja. Poczułam jakby czytał mi w myślach. I chyba też oboje wyczuliśmy, że zło nadchodzi. Podbiegł do mnie i poruszył pyskiem moją rękę dając mi znak gotowości do ucieczki. Chwilę później już nas tam nie było.
*
Pędziłam przez las jak w transie napędzana paraliżującym strachem. W każdej chwili moje życie mogłoby się skończyć jednym pociągnięciem noża tamtego rzeźnika. Biegnąc ile sił w nogach coraz oglądałam się na wilka, który dotrzymywał mi kroku. Wyglądał nierealnie jak biegł obok sprawnie przeskakując coraz to większe pieńki, przewalone drzewa, krzaki. Mogłabym patrzeć na niego przez ten cały czas, ale ryzykowałabym zderzeniem z drzewem.
W końcu zmęczenie wzięło górę nade mną i zwolniłam. Po kolejnych dwóch kilometrach zatrzymaliśmy się. Żadne z nas nie miało siły biec. Mam wrażenie, że wilk rozumie mnie bez słów. Miałam wręcz wrażenie, że to nie jest wilk. Kiedy już był obok czułam się bezpieczniej i jego obecność dodawała mi otuchy. Lepiej się czułam będąc tu ze zwierzęciem niż sama pośród wielkiego lasu. Patrzyłam jak spokojnie układa się zwijając swoje wielkie ciało na miękkim mchu i zasypia. Było w tym coś kojącego. W końcu sama zasnęłam głębokim snem bez snów.
***
Musiało być wcześnie kiedy się obudziłam. Zaledwie wstawał świt. Nie przespałam dużo. I zmęczenie sprawiało mi sen z powiek. Kiedy tylko się rozbudziłam spojrzałam dookoła. Powróciły męczące obrazy wczorajszej nocy. Ne mchu nadal spał zwinięty wilk. W porannym słońcu, które już zaczynało przebijać się przez chmury jego sierść była jeszcze bardziej nierealna. A sposób ułożenia jego cielska był pewnie nie wygodny. Przypominał mi człowieka. Nie wiedziałam czemu, patrzyłam na niego i widziałam małą zwiniętą w sobie istotkę, która nie potrafi uwolnić się z ciała.
Jak na komendę podniósł powieki i zamruczał. W ciągu kilku sekund jego ciało zaczęło się zmieniać. Potężne łapy z długimi pazurami zamieniły się w delikatne, artystyczne, kobiece dłonie. Znikła sierść, zamiast tego pozostały rozczochrane włosy w kolorze mandarynki. Cielsko zamieniło się w drobnej budowy ciało wysportowanej dziewczyny. Nie mogłam uwierzyć, że ku mym oczom ukazała się Marry. To już nie był wilk, potężny, wielki, przerażający i pewny siebie. To była dziewczyna, z którą miałam do czynienia codziennie.
Nie czekała aż coś powiem, tylko wstała i zniknęła gdzieś za drzewami. Siedziałam jak wmurowana w ziemię, kompletnie zaskoczona i z niedowierzaniem kręciłam głową. To nie może być prawda. Takie rzeczy nie istnieją.
Wkrótce wróciła ubrana w białą bluzkę i czarne dżinsy. Włosy miała związane w kitkę. Przyniosła mi kilka ubrań do przebrania i poprosiła abym je włożyła.
Poszłam więc nad brzeg rzeki wijącej się niedaleko i obmyłam ciało wodą. Nie była zimna. Mimo, że w nocy temperatura wyraźnie spadła. Zmyłam z siebie resztki wczorajszej nocy i uprałam ubrania, które pachniały krwią. Nie miałam siły rozpamiętywać co działo się wczoraj, niech to po prostu tak zostanie.
Wróciłam do Marry, która wyciągnęła z torby kilka konserw i chleb. Siedziałyśmy nie mówiąc nic o tym czym mnie zaskoczyła. To było niesamowite, ale jeśli nie chce o tym wspominać ja nie będę naciskać. W końcu nie wytrzymała napięcia.
- No zapytaj! - Poprosiła.
- Jak to się dzieje? Jak to możliwe?- Zapytałam.
- Potrafię zmieniać się w wilka, takiego jakiego już widziałaś.
- Czym... kim jesteś?
- Zmiennokształtną.
I tu zapadła cisza, pewnie uznała, że jeśli wiem tyle to jest w porządku. Ale nie było źle. Byłam ciekawa, ale czułam, że niedługo i tak mi o wszystkim opowie sama.
----



