Tym razem nie muszę się już o wiele martwić. Chłopak, ja i Marry jesteśmy bezpieczni. Nellie jest z nami. Chyba nie zdaje sobie sprawy dlaczego. Tak po prostu Lowell przekazał go w ręce rudowłosej nie myśląc, że może być ona w zmowie ze mną. Przemyciła młodego do kryjówki. Był to właściwie mały domek pomiędzy drzewami, przedzierając się przez krzewy same nie mogłyśmy go wypatrzeć, ale zdałyśmy się na zwierzęce zmysły Marry. Nie zawiodłyśmy się. Szybko trafiłyśmy do chłopca.
Teraz dziewczyna idzie przed nami, zdaje się, że zna ten las bardzo dobrze. Czyli musiała mnie okłamać w związku z opowieścią o jej pierwszym wyjeździe na obóz. Ale potrafiłam zrozumieć, ja też nie powiedziałam jej prawdy do końca. Nie jestem przekonana czy umiem pięknie kłamać. Sama szybko łapię siebie na kłamstwie, ale czy po mnie widać? Nie mam pojęcia.
- Możecie mi powiedzieć w końcu gdzie idziemy?- Zawołał Nellie przerywając ciszę.
- Tam, gdzie będziemy bezpieczni.
Przez głowę przebiegła mi myśl, że w lesie został Carol. Przestraszyłam się tego. A jeśli coś mu się stanie?
Ku mym oczom ukazała się ogromna brama, prawie do samych koron drzew. Była zardzewiała, niebieska farba odpryskiwała na potężnych, zaokrąglonych, stalowych zdobieniach. Za bramą rosła wysoka trawa i drzewa. Marry wyjęła z torby, którą niosła klucze. Otworzyła nimi bramę przepuszczając nas pierwszych. Trawa sięgała mi do kolan. Przeszliśmy ostrożnie przez zarośla kiedy przed nami pojawiła się dróżka najpierw cieniutka, piaszczysta. Z czasem trawa była przycięta niżej. Nareszcie pojawił się chodnik wyłożony pękającymi płytami, następnie płyty zamieniły się w kostkę ułożoną równiutko. Trawa wokoło była świeżo ścięta, a drzewa rosły coraz rzadziej wzdłuż drogi. Na początek pojawiły się małe domki, drewniane szopy. Później otaczali nas już ludzie. Usłyszeliśmy hałas rozmów, krzyki, śmiech.
Dróżka zaprowadziła nas na ogromny plac, na którym kręciło się od ludzi i zwierząt. Tętniło tu życie - w środku lasu ludzie założyli małe miasto.
Spojrzałam na Marry, uśmiech nie znikał jej z twarzy - tu był jej dom. Wróciła na swoje miejsce. Przechodziła przez plac pewna blondynka ubrana była w błyszczące, długie szaty. Wyglądała niesamowicie, zupełnie jak postać fantasy.
- Chodźcie tutaj.- Powiedziała Marry do nas.
Skręciliśmy w kamienistą ścieżkę, która stopniowo się zwężała. Spoglądając w górę, ponad kapelusze stoisk zobaczyłam, że ścieżka prowadzi do potężnego budynku, który był utrzymany w gotyckim stylu.
- Do niego zmierzamy.- Szepnęła rudowłosa.
----


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz