wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział 1

- Nie!- Wrzasnęłam, po czym z hukiem zatrzasnęłam drzwi.
    Uderzenie było tak silne, że meble niebezpiecznie zadygotały. 
Powiedzenie, że jestem wściekła by nie wystarczyło. Byłam tak wytrącona z równowagi, że moje tęczówki zmieniły kolor; odziedziczyłam ten talent po moim dziadku. Niestety, z tą różnicą że on umiał nad nim panować. 
   Wspomnienie go nadal sprawia mi ból. Ranę, która powstała po jego śmierci w moim sercu nazwałam Księżycem. Pamiętam, jak nocą obserwował gwiazdy. Pewnego dnia zachorował na ciężką chorobę. Zmarł 2 lata temu. Był astrofizykiem, opracował nawet swoją własną teorię na temat, którego nigdy nikomu nie zdradził. Nie sądzę, aby skończył swój projekt. 
   Kiedy byłam mała opowiadał mi dużo o Księżycu, większość z tych informacji sam zaobserwował przez lunetę. Wyliczył nawet wiek, w którym Księżyc się rozpadnie. Zawsze brakowało mu czasu. Kolejna rzecz, która nas łączy. Było ich wiele. To podobieństwo sprawiało, że babcia często siedziała naprzeciwko mnie i patrzyła na moją zadowoloną i radosną twarz, kiedy po policzku spływała jej łza.
    Dziadek umarł śmiercią o której zawsze marzył. Znaleziono go rano w jego pokoiku na fotelu przed oknem. Tego dnia była pełnia, która nigdy nie miała dać mi spokoju. 

-Alice?- Powiedziała mama przez zamknięte drzwi do mojego pokoju - Porozmawiajmy.
Nie umiałam się odezwać, nie wiedziała co robi. Poczułam, że łzy spływają mi po policzkach. Leżałam na łóżku zwinięta w kłębek. Spojrzałam na okno, według mnie mogło minąć kilka godzin. Nie dużo, dwie lub trzy. 
-Alice?- Jej głos był tak delikatny, że prawie szeptała.
-Mamo- Odezwałam się, ale mój głos był ochrypły. Przełknęłam ślinę i zamknęłam oczy- Pojadę. 
   Mama otworzyła drzwi i bezgłośnie weszła do środka. Podeszła do mnie i usiadła na łóżku. Przez okno wpadały promienie słońca, na dziś ostatnie. Pierwszy lipca. 
-Wyjeżdżamy jutro?- Spytała.
-Tak.
   Wakacje ledwo co się zaczęły, a ona już chce mnie wysłać na całe lato. Pieprzony obóz. Zgodziłabym się tam jechać, gdybym mogła tylko wymazać ostatni rok swojego życia. 
Po moim policzku znowu spłynęła łza.
-Co się stało?
-Nic, jest okej. Zaraz zacznę się pakować, dobrze? 
- Wiesz dlaczego proszę Cię abyś pojechała na ten obóz?- Zapytała 
-Bo oszczędzałaś na niego cały rok, nie będziesz miała urlopu i masz dużo pracy w biurze. 
    Spuściła wzrok. 
-Nie tylko. Chcę żebyś poznała nowych ludzi, żebyś była szczęśliwa.- Spojrzała na mnie smutno- Rozumiesz?
-Rozumiem
-To co? Mogę Cię wysłać?- Zapytała głosem pełnym nadziei.
Zaśmiałam się i wytarłam łzy.
-Pod warunkiem, że będziesz dobrze bawić się w biurze.
Pocałowała mnie w czoło i przytuliła. 

                  * * *
Byłam tam poprzedniego lata. Obóz w Detroit w stanie Michigan. Prowadzi go Pani Judy i Pan Richard. Nigdy nie dorobili się dzieci, ale prowadzenie wycieczek po rozległych lasach stanu zawsze było ich marzeniem. 
    To właśnie tam spotkałam swoją pierwszą miłość i największy dotychczasowy błąd. Miał na imię Lowell - brunet, 193cm, zielone oczy, starszy o dwa lata. 

   Nasz związek trwał jedynie miesiąc. Dokładnie 1 września na moich oczach kochał się z Megan, moją najlepszą przyjaciółką. Dwa dni później przeżyłam najgorszy dzień mojego życia. 
W tym roku również miał przyjechać na obóz. Przyjeżdża tam co rok. Wiele mi opowiadał o tym jak działo się tutaj w poprzednich latach. O morderstwach, o samobójstwach, o sektach, o wszystkich innych okropnościach, które nie mieszczą się w głowie. Wielu ludzi przyjechało tu i nie wracało do domów. Wszystko dlatego, że lasy są naprawdę gęste i nie przeniknione. 
  Dlatego tak ważne było abyśmy trzymali się naszych przewodników. Jednak tego ostatniego dnia oboje nie posłuchaliśmy. I wydarzyło się coś strasznego...



-----
Pisząc ten pierwszy rozdział z mojej książki naprawdę wiele rzeczy zajmowało moją uwagę. Jak na przykład to: 
Albo chociaż rozmowa z moją przyjaciółką :D Którą od razu pozdrawiam serdecznie, bo zaraz pewnie zobaczy ten post :D. 
Powinnam Ci podziękować, bo to za Twoją pomocą powstał tan post. Chociaż nie wiem czy to dobrze czy źle. Wszelką krytykę przyjmuję na pół z Tobą, ale pamiętaj że hejty są Twoje w 80% :D Hahaha
Mam nadzieję, że spodoba się wam te opowiadanie, które piszę od baaardzo dawna. I nadal nie jest skończone, niestety nie mam takiego kopa żeby wszystko napisać. Podsyłajcie pomysły, może powstanie zupełnie inna historia niż napisałam ją u siebie na kartkach. 
Miłego dnia :* 
Miszi Mau. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz