Zapach ludzi innych domów
Szeroko rozstawione latarnie na ulicy Climtona sprawiały wrażenie jakby to miejsce było wyrzutkiem całego miasta. A prawda była taka, że tylko kiedy gasną światła ludzie tutaj zamieniają się w bestie. Jeszcze do przedwczoraj byłam gdzieś indziej. Daleko od tego całego syfu, który otacza mnie teraz. Można powiedzieć, że ze szczytu wieżowców w centrum stolicy trafiłam na parter do betonowych klatek, które ktoś raczy od czasu do czasu nazwać domem. Nie wiem czy kiedyś się przyzwyczaję do tego miejsca. I do tego, że po tym jak moja firma zbankrutowała, bo przejęli ją jacyś zagraniczni nabywcy. Zostałam z niczym.
Jedyne co mam przy sobie to złoty medalik z wizerunkiem Jezusa, który dostałam od pewnego nieznajomego podczas kiedy umierał w moich rękach, a ja już nic nie mogłam zrobić. Być może będę musiała oddać i ten medalik kiedy przyjdzie mi głód. Wyklinam się w myślach, bo przecież nie to miałam w planach, żeby tu trafić. Ale z drugiej strony oprócz zaszczanych schodów i pomazanych ścian sprayem są tu inni ludzie.Codziennie mnie mijają dzieci, których oczy błagają o jedzenie, a dłonie czasami nawet kradną. Jeżeli miałabym żyć kiedyś znowu w tych dawnych wieżowcach i zarabiałabym takie ogromne pieniądze jak kiedyś nie pozwoliłabym sobie na taką obojętność. Musiało mnie to spotkać.
